Sabina

Na początku mojego świadectwa chciałam się Wam przyznać, że przez 20 lat nie chodziłam do kościoła, poza ślubami, chrztami i pogrzebami. Moi rodzice też do kościoła nie chodzili. Gdy byłam dzieckiem to wystawili mnie tylko za próg i kazali iść, szłam ale nie wiedziałam po co. Gdy dorosłam, założyłam rodzinę to w pewnym momencie moje życie zaczęło się sypać, trwało to kilka lat i było coraz gorzej. Wydawało mi się że gdyby był Bóg to nie pozwolił by na to co mnie spotkało, mnie i moje dzieci. Był moment że nie widziałam już innego wyjścia jak zakończyć to życie. (wyobraź sobie, że stoisz nad przepaścią a za sobą masz wysoki płot z kolczastego drutu, łatwiej skoczyć niż walczyć gdy i tak wydaje Ci się że przegrasz. I jeszcze dzieci stojące obok, uczepione twych rąk patrzące na Ciebie ze łzami w oczach, proszące "zrób coś mamusiu". Skoczyć...? Sama...? A może z nimi...? Tak z nimi przecież ich tu nie zostawię.) Nad tą przepaścią było jeszcze coś, niebo. Nie zostało mi nic innego jak spojrzeć w górę. Tak też zrobiłam popatrzyłam w górę i powiedziałam BOŻE POKAŻ DROGĘ. Poczułam ogromną potrzebę pójść do kościoła. Poszłam i w tym dniu kazanie było o mnie i do mnie, o ludziach którzy mając duży problem zamykają się na Boga i innych ludzi. W tym dniu również dostałam wskazówkę co zrobić; otworzyć się na Boga i wyjść z samotności. Może nie tak od razu, ale zaczęłam nabierać zaufania i otwierać się i na Boga i innych ludzi.To był dzień w którym Jezus chwycił mnie za rękę i zaczął prowadzić. Od tego dnia moje życie zaczęło się zmieniać, Bóg postawił na mojej drodze wspaniałych ludzi, którzy pomagali czynem i modlitwą, choć o to nawet nie prosiłam. Od tego, dnia gdy idę z Jezusem minęło już dwa lata. wszystkie problemy, wtedy nie to pokonania, teraz albo zniknęły, albo nie są już tak straszne. Zostały jeszcze jakieś "cienie" ale dajemy sobie z nimi radę. I JA stałam się innym człowiekiem, pracuję jeszcze nad sobą aby być jeszcze lepszą. Gdy już zaczęło się wszystko układać czułam, że jeszcze czegoś mi brakuje i wtedy trafiłam do wspólnoty. To było TO. Na tych spotkaniach można sobie tak naładować pozytywnej energii, że przysłowiowe góry można przenosić. Jeszcze nie mam swojego miejsca we wspólnocie, swojej misji, ale modle się i Bóg sam im to miejsce przydzieli. Teraz z perspektywy czasu wiem, że to co mnie spotkało było moją drogą do Boga. Bez tego krzyż nie odnalazła bym właściwej drogi i nie byłabym tym kim jestem. I jeszcze jedno muszę Wam powiedzieć; kiedyś takich ludzi jak Wy uważałam za nawiedzonych. Miałam rację. Teraz Duch Święty i mnie nawiedził i jest mi z tym dobrze!!!     SABINA